Dojechaliśmy na dworzec w Brikamie, który jest węzłem przesiadkowym w tej części kraju. Dzisiaj chcemy dotrzeć do Somy, do wyboru mamy opcję minibusika oraz sept-place (taksówki dla 7 osób, która jedzie podobnie jak autobus, do określonego miasta i rusza gdy ma komplet pasażerów). Decydujemy się na Gelli-gelli. Jednak gdy pytamy o pożądany pojazd gromadzi się wokół nas kilkunastu doradców, wszyscy się przekrzykują, po kilku chwilach jesteśmy w centrum zainteresowania chyba całego miasta. Próbujemy jakoś się od tego odciąć, ale łatwo nie jest, zostajemy podprowadzeni do stolika, przy którym są sprzedawane bilety. Płacimy 100D/os.= 8,50 zł (147 km) i wchodzimy do busika, który jest prawie pełny. No właśnie „prawie”, jak się okazuję w planach jest zmieścić jeszcze co najmniej 10 osób. Musimy zatem czekać na pozostałych pasażerów a jest po 12, czyli upał nie do wytrzymania. W tym czasie gość, który tu nas przeprowadził zażądał opłaty za ulokowanie nas w busie, niby po 100D/os (8,50 zł)za bagaże, kierowca przytakuję, że trzeba zapłacić. No cóż, nie mamy wyjścia. W Gambii cena przejazdu na danej trasie jest stała dla jednej osoby, natomiast opłata za bagaże zależy od humoru kierowcy albo biletera.